Wiecie co...
Miałam dziwną zasadę:
Nie lubię tiramisu i już!!!
A nawet go nie jadłam!
Ale, w naszych czterech ścianach, jest wielbiciel owego deseru i zawsze narzekał,
że nikt nie chce mu ciastka zrobić.
Cóż...
Wypadło na mnie.
Natura samouka i odkrywcy zmusza mnie do wszelakiego kombinowania. Czy to z żywnością, ze sportem, z szyciem...Lubię robić wszystko, bo lubię się uczyć nowych rzeczy. Nienawidzę natomiast porażek. Z resztą, kto je lubi. Ale one mnie napędzają do lepszego działania. Nawet w najdrobniejszych i najgłupszych sprawach.
Tak malutkich, jak bułeczki pszenne:)
Odnoszę wrażenie, że wieku mnie tutaj nie było. Tutaj chrzest, tam Antek, koty, Pan M. Muszę zaplanować tort ślubny dla siostry! I na pół roczku jej córeczki, którego nie mogę się doczekać, bo jeżeli moja wizja nabierze realnych i pięknych kształtów, to będzie to najsłodszy i najbardziej uroczy tort, jaki zrobiłam ^^
I tak się zakręciłam, rozpędziłam, że aż zapomniałam uporządkować i wysłać paczkę. I o Hall♥ween zapomniałam...A przecież takie miałam mieć dekoracje i przysmaki....
Grrr...
Czas mnie goni, a ja jakbym w miejscu stała i tylko usiłowała prosić o jeszcze chwilkę i jeszcze chwilkę.
Zanim postanowiłam ponownie przejść na wegetarianizm, zajadałam się tymi kotlecikami, że Hoł! Hoł! Hoł! Merry Christmas!! :) Są przepyszne, aromatyczne, praktycznie nie zawierają zbędnego tłuszczu, więc osoby, które bardzo dbają o linię, ale uwielbiają pulpeciki, mogą się nimi zajadać. Bez wyrzutów sumienia ^^
Nie sądziłam, że przy minimalnej ilości przypraw, bez smażenia itp. jakiekolwiek kotlety mogą być aż tak smaczne.
Październik. Jesień. Deszcz.
Idealny czas, żeby posiedzieć i pokisić się w domu. Ale, żeby nie było, że bezproduktywnie i całkowicie leniwie. Nie cierpię się nudzić, więc czasem w porze na spanie zachce mi się dziwne rzeczy robić. Tym razem wypadło na domowe drożdżówki z owocowym i jabłkowym dżemem ^^ I wcale nie przeszkadzała mi późna pora. Antek pomagał mi w ugniataniu ciasta (strasznie nie lubię tego robić:)), ale nie zdążył już skonsumować świeżych, prosto z piekarnika bułeczek.
"Całą przyjemność po mojej stronie"
Pomyślałam, kiedy dostałam zadanie wykonania piersiastego tortu. Mimo, że był to jeden z najtrudniejszych i najbardziej stresujących tortów, jaki do tej pory zrobiłam- 10 godz. masowania piersi cudzej "kobiety" zrekompensowały wszelkie trudności :D
Otwierając lodówkę poczujesz przecudowny zapach...Zapach kokosów, który i tak już długo unosił się po kuchni, podczas przygotowywania kremu...
Yhym...
Sięgniesz, po raz kolejny, po talerzyk, na którym spoczywa ostatni kawałek grzesznego tortu, zatopisz widelec, a potem zęby i Twoje podniebienie dozna iście boskiej boskości !! Tak boskiej, że nadboskiej!